Publicystyka

Dolnośląskie wątki afery hazardowej

Cała Polska huczy od wczoraj po ujawnienu przez Rzeczpospolitą stenogramu rozmów m.in. prominentnego polityka Platformy Obywatelskiej Znigniewa Chlebowskiego, będącego posłem z okręgu wałbrzyskiego, a wcześniej także burmistrzem Żarowa na Dolnym Śląsku.

Dyskusja trwa, PO broni się w stylu "Polacy nic się nie stało", Chlebowski udaje, że nie wie kto to "Mirek" czy "Grześ", opozycja naturalnie próbuje bić na tym swoje punkty, choć przecież wcale nie jest lepsza (swego czasu swoją aferę hazardową miał np. Jerzy Jaskiernia z SLD, PiS też dziwne akcje przeprowadzał ze służbami specjalnymi w tle). Generalnie tradycyjny, żenujący polityczny spektakl.

W międzyczasie wychodzą dodatkowe informacje z otoczenia tej sprawy. Radio Wrocław np. ujawniło, że osławiony "Rysiu" - kolega Chlebowskiego, czyli dolnośląski biznesmen Ryszard Sobiesiak został już skazany za wręczenie łapówki. Dziwne by było, żeby kolega "Zbysiu" (Chlebowski) nie wiedział o ciemnych interesach "Misia-Rysia", ale nie przeszkadzało to Chlebowskiemu w robieniu z nim interesów na boku. Dodatkowo okazało się, że Sobiesiak oraz występujący w stenogramie inny biznesmen Jan Kosek byli sponsorami kampanii wyborczej PO.

IBM a polityka społeczna Wrocławia

W środę rząd podpisał z władzami korporacji IBM umowę w sprawie budowy we Wrocławiu ogromnego centrum informatyczno-usługowego. Pracę znajdzie w nim aż trzy tysiące młodych informatyków, zwanymi „wolnymi strzelcami”.

Wrocław zaoferował największą pomoc finansową dla korporacji, prześcigając takiej kraje jak Egipt, czy Rumunia. Z naszych podatków rząd przeznaczy 115 milionów złotych w ramach „wsparcia”. Korporacja bez mrugnięcia okiem wyciągnęła ręce w kierunku socjalnego parasolu ekonomicznego państwa.

IBM otrzyma od swoich politycznych partnerów zwolnienia podatkowe (teren Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej), oraz szkolenia dla nowych pracowników i zakup sprzętu biurowego i komputerowego.

Iluzję zwycięstwa dostali „wolni strzelcy”, czyli absolwenci informatyki, którzy na tanich stażach będą brać udział w wyścigu szczurów o prominentne posady w korporacji. My, podatnicy do tego dopłacimy, także z uśmiechem na ustach.

Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz obawia się, że korporacja IBM po kilku latach może odlecieć do kolejnego raju, który przebije Polskę w rozdawaniu publicznych pieniędzy oraz zaoferuje swoich najlepszych studentów za pół darmo.

Co ma Wrocław, czego nie ma Kraków? Jak to co? Dutkiewicza!

 W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Rafał „Batman” Dutkiewicz częstuje nas znakomitymi fraszkami. Dowiadujemy się od Pana Prezydenta, że wrocławianie najbardziej się ucieszyli z fontanny na pergoli, która wg niego kosztowała 10, a nie 20 mln, jak twierdziła Gaz-Wyb. Skąd Rafał D. wie, co cieszy wrocławian? Otóż przez trzy dni fontannę miało odwiedzić 100 tys. ludzi. Nie ukrywam, sama byłam świadkiem orgazmu, jakiego doznali ludzie na widok fontanny w stanie pełnej, iluminowanej erekcji. Scena prawie jak z kiepskiego porno, tylko jest to trochę niesmaczne, bo akurat przeciągłe westchnienie wydobywało się głównie z ust dzieci. Było „łaaaaaał”, a potem refleksja – czy to pomysł Dutkiewicza na problemy żłobkowo-przedszkolno-szkolne? Zawsze można ustawić małe dzieci rzędem przy fontannie, niech pilnuje ich ochroniarz w razie gdyby chciały wlać do wody detergenty, a wszyscy mieliby upragniony święty spokój. Można hipnotyzować niewiniątka, a w przekazie podprogowym mówić o potędze imperium Rafała I Sprytnego. Od razu nasuwa się także symbolika falliczna Wrocławia. Wrocław musi piąć się w górę. Stąd zakaz budowania niższego budynku Sky Tower, niż było planowane. Twórcy tego śmiesznego prącia postanowili zlikwidować bodajże trzecie jajko – czyli jeden z budynków. Fajnie, można wspiąć się szybciej, a oszczędność jakaś jest.

Ale wróćmy do wywiadu. Dowiadujemy się, że „były głosy, by wydawać na co innego”. Owszem – były i nadal są. Każdy mieszkaniec, z którym rozmawiają aktywiści i aktywistki NieKasuj.pl, ma pomysł na to jak lepiej zagospodarować haracz zwany podatkami. Oczywiście Dutkiewicz, jako liberał, pewnie uważa, że gospodyni domowa nie może mieć pojęcia o liczbach, bo on jest przecież matematykiem, a ona - tylko gospodynią domową. Owszem, umie odmierzyć 250g mąki, jednak z budżetem miałaby spore problemy. Miała szansę, ale ją zmarnowała. Mogła zostać przecież inżynierem i budować potęgę technologiczną Wrocławia. W czasie wolnym zajmowałaby się domem i mężem. Wtedy miałaby faktycznie więcej do powiedzenia. No, nieważne.

Opór od A do Z

Rafał Dutkiewicz niczym Batman przybył na wezwanie Gazety Wyborczej i jej Czytelników i obiecał zwiększyć nakłady na transport miejski oraz odwołać niekorzystne zmiany w rozkładach jazdy, które jakieś nikomu bliżej nieznane ciemne siły wprowadziły pod jego nieobecność (rozumiem, że Dutkiewicz był na urlopie wątpie jednak, żeby urząd którego kierownictwo złożone jest w całości z jego wieloletnich kolegów stanowił dla niego obcą siłę, nad którą nie panuje). Znamy to z historii, urzędnik zawsze był zły, ale Car dobry. Nawet gdy w 1905 w Piotrogrodzie robotnicy szli na pewną śmierć na najerzone bagnetami oddziały nieśli w pierwszych szeregach petycje do Cara i wierzyli, że ten ją przyjmie. Oczywiście gabinet Dutkiewicza chciał sprawdzić, czy zmiany wywołają opór. Jak wywołały zaraz znalazł się dobry policjant, który zapowiedział ich odwołanie. Tymczasem mimo ujmującego wystąpienia Dutkiewicza nadal z Psiego Pola bardzo ciężko dojechać na pl. Grunwaldzki. To jest pewien sukces, że magistrat zauważył opór społeczny, ale obawiam się, że dopiero teraz jest czas na właściwą walkę. Po pierwsze nikt nie powiedział jak będzie wyglądać nowy rozkład jazdy i gdzie będzie się dało dojechać z Psiego Pola. Po drugie warto przypilnować Dutkiewicza by faktycznie zwiększył nakłady na transport zbiorowy najlepiej o 100 milionów złotych, znosząc jednocześnie opłaty za przejazd. ŻĄDAMY DARMOWEGO TRANSPORTU MIEJSKIEGO!

Po co nam ten “samorząd”?

Wrocławskim włodarzom wszystko trzeba tłumaczyć jak czterolatkom. Można też odnieść wrażenie, że oni po prostu myślą kierując się inną logiką, niż znaną większości ludzi. Od dłuższego czasu planuję jakoś przebić się do świadomości tzw. samorządowców z czymś co wiedzą wszyscy obywatele. We Wrocławiu samochodów przybywa w tak zastraszającym tempie, że już powszechny jest widok samochodów zaparkowanych na chodniku w dwóch liniach. Na wielu wrocławskich osiedlach piesi chodzą jezdniami, bo na chodnikach nie ma przejścia, a gdy jedzie samochód muszą stawać na bacznośc by zrobić mu miejsce na przejazd. Wózki z dziećmi oraz osoby na wózkach inwalidzkich znajdują się niekiedy w trudnych sytuacjach. Centrum miasta również wygląda koszmarnie. Nie da się po nim skutecznie ani chodzić piechotą, ani jeździć samochodem.

Dutkiewicza bicz na lokatorów

Regularne sprawdzanie dochodów, jak rozumiem zagrożone sankcją eksmisji. Jeśli nadal będą nami rządzić oszołomy to każdy lokator zasobu komunalnego będzie żył z groźbą eksmisji na karku. Co więcej nie będzie opłacało mu się zarabiać. Jak tylko przekroczy ustalony próg dochodowy zabiorą mu mieszkanie i będzie musiał wziąć kredyt – zapewne zatem zubożeje. To idealny system, żeby odstraszyć ludzi od dobrze płatnej i legalnej pracy. Bardziej się będzie opłacało wisieć na zapomogach, zasiłkach, pracować na czarno, albo zarabiać mało i NIE SPŁACAĆ KREDYTU. To ma być pomysł godny innowacyjnego miasta?

Ale ten pomysł ma także drugie dno. Osób, których stać na własne mieszkanie (co w języku współczesnego kapitalizmu znaczy spłacać przez 30 lat kredyt w wysokości średniej pensji) we Wrocławiu jest mało. Na pewno niewiele z nich mieszka w zasobie komunalnym, który przypomnijmy składa się głównie ze zniszczonych 1 i 2 pokojowych mieszkań, wszystkie lepsze zostały już dawno sprzedane. Jaki miasto ma interes w tym, aby poruszać ten temat? Eksmisje.

Bilety semestralne, czyli opium dla ludu zamiast darmowego transportu

Gdy czyta się rewelacje dotyczące przegłosowanej już uchwały wrocławskiej rady miasta dotyczącej tak zwanych “biletów semestralnych” ciężko nie odnieść wrażenia, że to jakaś prowokacja. Radni przegłosowali wprowadzenie dwóch nowych biletów na transport miejski: cztero- i pięcio-miesięcznego. Zaznaczyli jednak, że korzystać będą z nich mogli wyłącznie studenci dzienni. To oczywiście skandaliczne samo w sobie, ale jest wydaje mi się większy problem, który nieco ginie w informacyjnym szumie. Mianowicie bilet semestralny stanowi oszczędność 2,5 lub 3 zł miesięcznie względem biletu 90 dniowego. Co więcej większość uprawnionych i tak z niego nie skorzysta, bo ogromna rzesza ludzi woli kupować bilety miesięczne mimo, iż są droższe w skali roku, jako że jednorazowy wydatek stu kilkudziesięciu złotych po prostu nie dla każdego jest możliwy (ludzie raczej nie zapożyczają się by kupować bilety mpk). Co więcej jest pewna szansa, że cały pomysł okaże się niezgodny z prawem i uchwała przepadnie. Wszystko wygląda na obliczone na skompromitowanie idei tańszego transportu dla studentów.

Subskrybuj zawartość