Mieszkańcy ul. Pszczelarskiej na Ołtaszynie mieli dość bezczynności urzędników i postanowili ich wyręczyć. Zrobili składkę i wybudowali sobie chodnik. Magistrat twierdzi, że to samowola i trzeba go rozebrać. Innego zdania jest inspektor nadzoru budowlanego.

Dominika Blok i Edyta Gawrzoł, mieszkanki Pszczelarskiej
Mieszkańcy przekonują, że nielegalny chodnik wybudowali z desperacji. - Bezskutecznie wnioskowaliśmy do miasta, by ułożyło nawierzchnię na ulicy - mówi Dominika Blok. - Na sąsiednich ulicach przy okazji niedawnej budowy kanalizacji zostały ułożone chodniki, a naszą zostawiono. Wykonawca nawet jej nie wyrównał, zostawił na środku wąwóz głęboki na pół metra. Baliśmy się, że jak zaczną się opady, to potopimy się tu w błocie.Trzy rodziny złożyły się i za 15 tys. zł wynajęła ekipę budowlaną, a ta w trzy dni wyrównała drogę i położyła chodnik. Jednak cieszyli się nim tylko dwa tygodnie. - Malowałem płot, gdy nagle podeszły do mnie urzędniczki i zaczęły strasznie krzyczeć - mówi Zenon Kozik z Pszczelarskiej. - Szału dostały, że te nasze puzzle położyliśmy. Urzędniczki, jak się okazało, reprezentowały Biuro Funduszu Spójności, które z ramienia miasta nadzoruje kanalizację osiedla.
- Wykonawca prac, firma Hydrobudowa, kazał nam rozebrać chodnik - mówi Dominika Blok. - Dał nam czas do przyszłego poniedziałku. Jeśli tego nie zrobimy, zagroził, że wjedzie z ciężkim sprzętem.
Mieszkańcy rozpoczęli starania, by zalegalizować chodnik. Wsparł ich zarząd osiedla. W Biurze Funduszu Spójności ustalono, że legalizacja chodnika pod żadnym pozorem nie jest możliwa. - Mieszkańcy wybudowali chodnik, łamiąc prawo - tłumaczy Iliana Arent-Rabiej z BFS. - Wykonawca zwrócił się do nich, by go rozebrali, bo zobowiązany jest oddać inwestycję zrealizowaną zgodnie z projektem. A projekt budowy kanalizacji na ul. Pszczelarskiej zakładał jedynie odtworzenie nawierzchni z tłucznia.
Biuro poradziło mieszkańcom, by rozebrali chodnik i zbudowali go ponownie, tym razem legalnie.
- Dowiedzieliśmy się, że po wybudowaniu kanalizacji nasza ulica przez pięć lat objęta będzie gwarancją i nie można w tym czasie realizować na niej żadnych inwestycji - mówi Dominika Blok. - Tymczasem my chcemy normalnie żyć, a nie grzęznąć w błocie, ilekroć chcemy wyjść z domu. Urzędnicy zapewniają, że rozbiórka chodnika jest jedynym wyjściem z tej sytuacji.
Urzędnicy karzą mieszkańcom zburzyć chodnik i zbudować go jeszcze raz w ramach inicjatyw lokalnych, mimo iż mieszkańcy już tę inicjatywę zainicjowali.
Jedno słowo - paranoja.
Jedno słowo - paranoja.