Jedzenie zamiast wyzysku

Dziś odbyła się kolejna akcja w ramach ogólnopolskiej kampanii bojkotu restauracji GreenWay, która to wielokrotnie dopuszczała się łamania praw pracowniczych w swoich oddziałach w całej Polsce, jednak ostatnio we wrocławskim barze na Kuźniczej przypadki te były szczególnie skandaliczne. Wobec braku chęci poprawy sytuacji ze strony zarówno franczyzobiorcy, jak i szefa sieci, Aktywiści i aktywistki Związku Syndykalistów Polski rozdawali darmową zupę przed wejściem do lokalu. W happeningu brały udział także byłe pracownice baru.

Hasło happeningu "Praca za darmo - jedzenie za darmo" miało zwrócić uwagę na skandaliczne warunki pracy w gastronomii, gdzie nie tylko pracuje się często na czarno, ale i zdarza się, jak to było w tej restauracji, że pracownicy nie dostają za swoją pracę ani grosza. Zupa była równie wegetariańska i tak samo ugotowana przez darmową siłę roboczą, co zupy podawane w GreenWay'u, jednak tym się ona różniła, że kosztowała dokładnie 0 zł, ilość dokładek była nieograniczona, a "darmowi pracownicy" byli ochotnikami.

Podczas akcji szefowa baru zaczęła robić aktywistom zdjęcia strasząc policją i sądem. Nie można jej było zarzucić zatem braku przygotowania. Można było natomiast zaobserwować ciekawe zjawisko - w jej mniemaniu to aktywiści robili źle, nie ona i to oni wg niej "powinni się wstydzić". Jak owa szefowa radziła sobie z prawami pracowniczymi? Po prostu wyparła swoje byłe pracownice ze świadomości powtarzając wciąż "wy tu nie pracowałyście!".

I słowo ciałem się stało. Właścicielka baru wezwała policję. Funkcjonariusze po krótkiej rozmowie z wkurzoną nie na żarty szefową, spisali jedną osobę "w celu sporządzenia notatki służbowej". Dostali z centrali prikaz, by nie interweniować z braku podstaw prawnych. Aktywiści i aktywistki zakończyli happening niezależnie od woli szefowej GreenWay i policji.