Wczoraj na placu Grunwaldzkim policja pomagała kanarom nękać Wrocławian. Wystawiono kilkadziesiąt mandatów. MPK tłumaczy, że asysta policji ma usprawnić cały proces wystawienia mandatu w przypadku, gdy osoba nie mająca biletu nie chce podać danych osobowych, albo próbuje uciekać. Podobne kontrole MPK ma prowadzić w przyszłości także ze strażą miejską.
Pozostaje pytanie
Pozostaje pytanie, czy to jeszcze "akcja" (ładne słowo, w tym przypadku ma oznaczać mniej więcej "działanie zgodne z prawem, to znaczy w jego ramach i przy użyciu większych środków - ludzi, organizacji pewnej i synchronizacji), czy już represje. Oczywiście nie możemy powiedzieć, że to represje, bo represje występują wtedy, gdy łamie się nasze prawa na skalę masową, występuje pewien proceder. Tak, jest to niemiłe. Tak, ktoś może przestał czuć się "bezkarnie". Tak, pojawi się trochę więcej osób w kolejce po bilet. Ale co to da? Im jakąś kasę (sporo tego nie będzie, nie czarujmy się), satysfakcję, a nam, mieszkańcom Wrocławia - żal, niezadowolenie, bo tramwajem nie dojadę w piętnaście minut z punktu A do punktu B - tyle zajmuje mi dojazd z poszczególnych punktów A do punktów B. Tramwajem, autobusem - 45 minut (wliczając niezbędną przesiadkę). Dziś ujrzeliśmy skutki polityki Dutkiewicza jego old-boys clubu: wszechpotężne kałuże zalewające nas w całej swej obfitości. Czemu kałuże? Odpowiedź brzmi: nierówna nawierzchnia. A tego nie załatwi łatanie asfaltu, co jest drogie (ponoć nas na to nie stać!), bezowocne na dłuższą metę i stanowi część błędnego koła.
Po prostu ble. Gorzkie żale.